Gambia

16 Lis 2016 - 2 komentarze - by Artur Skrzydło

Gambia

16 Lis 2016 - 2 komentarze - by Artur Skrzydło
Kraj, o którego istnieniu pewnie niewielu zdaje sobie sprawę. Kształtem przypomina jelito i równie zaskakująco położony jest wewnątrz Senegalu z małym skrawkiem dostępi do morza. Mimo to ten 1,2 milionowy kraj odwiedza dość wiele turystów, właśnie dla tego małego skrawka oceanu. Była kolonia brytyjska, zachęca czystymi plażami i rozwiniętą infrastrukturą turystyczną.
Nas również bardzo to przyciągało, w końcu zdecydowaliśmy się zapłacić za wizę 🙂 Banjul zwiedziliśmy w iście ekspresowym tempie. Nie było to trudne, w końcu stolica Gambii ma wielkość niewielkiego miasteczka. Priorytetem było jednak wyjęcię pieniędzy z bankomatu, ponieważ czytaliśmy, że poza stolicą nigdzie pieniędzy nie wyjmiemy (co nie do końca było prawdą). Spotkał nas jednak dość niespodziewany problem. Chcieliśmy odliczoną sumę pieniędzy wyjąć w jednej transakcji, żeby nie płacić parę razy za prowizję. Żaden bankomat nie chciał nam jednak wydać większej ilości pieniędzy. Z dość prozaicznego powodu – otwory wydające pieniądze nie były w stanie wydać tylu banknotów, które tutuaj są dość duże i grube. Taki heheszek.
Zwiedziliśmy szybko jeszcze znany targ w Banjulu, który od innych które do tej pory widzieliśmy, różnił się jedynie trochę większą różnorodnością i ciut większym zorganizowaniem (czyt. większą od kompletnego chaosu).
20161111120555_img_1519
I to ze stolicy byłoby na tyle. Tak naprawdę chcieliśmy się jednak znaleźć w Serekundzie.
Ta aglomeracja miejska to turystyczne serce kraju. Tutaj zrobiliśmy sobie małe wakacje od wakacji. Czyli luz, nic nie robienie i wylegiwanie się na plażach. Zdecydowanie nam się należało, nie wiem jak musieliśmy wyglądać, ale żołnierz na posterunku przy plaży widząc nas z plecakami powiedział, że wyglądamy jak prawdziwi kombatanci :d Szukając hotelu niespodziewanie.. spotkaliśmy Iago. Siedział w knajpie z kolegą z Gambii, którego poznaliśmyw busie do granicy. Serdeczne powitanie i pełni emocji opowiadaliśmy sobie co się działo na granicy. Iago myślał, że wróciliśmy do Senegalu. Koniec końców trafiliśmy do hotelu razem z nim. Olga zaległa w łóżku a my podjęliśmy jeszcze jedną próbę wypłacenia pieniędzy, ponieważ słyszeliśmy, że w hotelu Senegambia można wypłacić większą sumę na raz. Nie udało się ale przekonaliśmy się kim jest majfriend, których siedział z Iago.Mieliśmy problem z limitem na karcie i potrzebowaliśmy szybko skorzytać z internetu. Majfriend zaprowadził nas oczywiście w jedno z droższych miejsc, zamówił soczek a na końcu musieliśmy za niego zapłacić. Okazało się, ż Iago nie potrafi się go pozbyć, a ponieważ asertywność to nie jest jego najmocniejsza strona, to wszędzie za niego płacił. Nawet kolejnego dnia przychodził do niego rano i go budził, żeby z nim chodzić. I pewnie przy okazji naciągać. Na szczęście chyba nasza trójka go przestraszyła i tego południa widzieliśmy go po raz ostatni.
Mogliśmy się w końcu cieszyć plażą, ciepłym oceanem i błogim nic nie robieniem.
20161111185329_img_1587
Nawet wszelkiego rodzaju sprzedawcy nie wydawali się tutaj już tak upierdliwi. Poza tym możliwość mówienia po angielsku – bajka. Na plaży poznałem też Kemu, sprzedawcę koralików, bransoletek i innego tego typu badziewia. I po parunastu minutowej rozmowie dał mi taką bransoletke jako prezent. Od razu zwietrzyłem jakiś podstęp, chwyt marketingowy czy coś, i nie chciałem jej przyjąć. Jednak okazało się, że on naprawdę dał mi ten mały prezent bo mnie po prostu polubił. Piękny zachód słońca i pomyśleliśmy, że trafiliśmy do raju 🙂 Jedzenie znaleźliśmy naprawdę tanie, za danie dnia płaciliśmy ok 4 zł. Wieczorem również można było się napić niedrogo piwa. Przy pierwszym wieczorze w knajpie zostaliśmy nawet poproszeni o odspiewanie 100 lat dla dziewczyny, która obchodziła urodziny. Miała więc 100 lat po angielsku, hiszpańsku i polsku, przy czym musicie sobie wyobrazić jakie ludzie mieli miny gdy śpiewaliśmy naszą polską wersję :):)
20161111205057_img_1662
Sielski obraz tej części Gambii psuje jednak widoczna tu prostytucja. I nie chodzi tu o panie lekkich obyczjaów stojące przy ulicy, bo takich widoków to nie uświadczymy. To raczej seksturystyka i to bardziej skierowana w męską część tego kraju. Na każdym kroku można spotkać tu powtarzający się wszędzie obrazek. Biała, mocno starsza, zazwyczaj jeszcze otyła angielka, chodzi wszędzie ze swoim młodym, umięśnionym gambijczykiem. Pełno tutaj tego. Gambia to podobnje jak Senegal kierunek seksturystki dla kobiet. Oczywiście nie tylko dla kobiet, bo starsi panowie umawiający usługi prostytuek to tutaj również nie rzadkość. Cóż nie ma róży bez kolców.
Za to na plaży mogą zaskoczyć tłumy gambijczyków, doskonalących swoje sylwetki. Co krok można spotkać tutaj „pompujących”, biegających i grających w piłkę. Podobnie jak w Senegalu ludzie są tu niesamowicie urodziwi.
2016-11-16-09-45-28
Następnego dnia Iago nas niestety opuszczał a my mieliśmy 2 dni na nałodwanie akumulatorów. Plaża, jedzenie, wieczory na plaży. Ale to nie wszystko. Ktoś nam polecił park krokodyli i wykorzystując nasz wolny czas tam pojechaliśmy. Ku naszemu zaskoczeniu krokodyle leżały wszędzie samopas. Troche byliśmy przestraszeni. Jednak przeraziliśmy się, kiedy przewodnik po tym parku powiedział, żebyśmy podeszli i je pogłaskali. No bez jaj. Jak to podejść i pogłaskać krokodyla. Nieśmiało po kolei podchodziliśmy i dotykaliśmy jednego, podczas gdy reszta leżała tuż za naszymi plecami.
20161112172950_img_1684_1
Przewodnik wytłumaczył nam, że one są tu nie groźne, ponieważ są bardzo dobrze karmione i tylko wypoczywają. Emocje jednak były duże :):)
2016-11-16-09-52-20
Po tych przeżyciach poszliśmy spacerem po dzielnicy Bakau, gdzie natrafiliśmy na jakiś festyn. Bardzo ciekawe wydarzenie, ale zw chiny nie mieliśmy pojęcia o co chodzi. Mnóstwo ludzi z gałeziami szło i coś śpiewało. Koleś przebrany za potwora z dwoma maczetami gonił dzieci. I chyba tyle z tego wynieśliśmy :d
20161112185229_img_1739
2016-11-16-09-49-42
Tak czy siak, dobrze było zobaczyć coś takiego na własne oczy.
2016-11-16-08-10-45
Drogę powrotną, na naszą plażę, rozpoczęliśny piechotą, ale skonczyliśmy w taxi. Na szczęście bo kierowca, udzielił nam informacji, jak dojechać do georgtown, naszego następnego celu podróży. Zamiast tłuc się transportem od miasta do miasta mieliśmy jechać bezpośrednio, klimatyzowanym autobusem. Brzmiało świetnie, tymbardziej, że cena praktycznie taka sama.
Ostatnie wieczory w Serekundzie spędzaliśmy na błogim relaksie. Soki z Ditah (jeden z najlepszych soków jakie w życiu piłem), piwo czy wieczór na plaży.
2016-11-16-09-48-16
2016-11-16-09-50-36
Z tym jednak trzeba było się szybko pożegnać. Mieliśmy wracać do normalnego trybu naszych wakacji. Tak się bardzo rozleniwiliśmy, że ja zapomniałem wziąść ukrytych pieniędzy z hotelu(człowiek w panice może naprawdę szybko biegać) a Michał zgubił klucze do hotelowego pokoju. O ile w pierwszym przypadku wszystko skończyło się dobrze o tyle w drugim zguba okazała się jednak dość kosztowna. Oprócz tego jednak płynnie przeszliśmy do dalszej podróży. Na zielony, klimatyzowany bus dojechaliśmy taxówką i musieliśmy nawigować taxówkarza za pomocą gpsa z komórki. Na koniec kierowca poprosił o większą ilość pieniędzy niż umówiona bo się zgubił i musiał więcej jeździć. Uwielbiam logikę tych ludzi. Jeszcze niewiele brakowało a byśmy nie zdążyli na busa. A tak pomykaliśmy przez całą Gambię, drogą prostą jak strzała, do Georgtown.
W Georgetown w zasadzie nic nie ma. Naprawdę, to taka większa wieś. Nie liczę sztucznie stworzonych na potrzeby turystyki domu i targu niewolników, które nigdy tu nie istniały. Oraz przyjazdu prezydenta nazajutrz, bo przyjazd dykatora to nie jest na pewno dla nas wielka atrakcja. To co stanowi o atrakcyjności tego miejsca to możliwość popłynięcia rzeką Gambia do parku narodowego i poobserwowanie hipopotamów. My w sumie też głównie w tym celu tam przyjechaliśmy. Po pozbyciu się jednego nieprzyjemnego typa, który ściemniał nam, że nie ma nigdzie miejsc noclegowych znaleźliśmy jedno w samym centrum wioski. ( No, dobra był jeszcze długi spacer, przez jakieś chaszcze, bo tam kolega miał mieć super tani nocleg. Nocleg był). Dream Bird Camp, wł naszego przewodnika zawalił się parę lat temu, ale już istniał na nowo. Dosłownie parę, bardzo prostych miejsc noclegowych w takich śmiesznych chaciurkach. Braki w dostawie prądu, mnóstwo komarów 🙂 W menu baru Cocoa cola i bear. I pani poprawia jeśli niepoprawnie mówimy coca cola lub beer. Taki szał. Obiad zamawiamy wcześniej, bo pani pójdzie na miasto, kupi i zrobi. Chwila rozmowy i ceny z menu są już zredukowane 3 razy. Spacer po wsi to taki bardziej chillout. Dopadają nas dzieci i teraz już spacerujemy z gromadką parunastu małych mieszkańców Georgtown.
2016-11-16-08-08-53
2016-11-16-08-05-42
20161114182359_img_1977
Powrót do campu, obiadek, zamawiam piwo i Pani znowu wybiega na miasto. Na szczęście, bo te z lodówki w kuchni byłoby tylko chłodne. Wieczorem rozpoczynamy negocjacje dotyczące łódki z menegerem, którym jest syn naszej panci. Ku naszemu zaskoczeniu to ten sam chłystek na rowerze, kórego po przyjechaniu do miasta okrzyczeliśmy żeby dał nam spokój i się odczepił. Przy negocjacjach startuje od 2500 dalasi i nie chce nic spuścić z ceny. Tłumaczy, że musi jechać po benzynę na rowerze do sąsiedniej wioski itd. W końcu obniża do 2200. Trochę słabo bo myśleliśmy zapłacić 1500. W końcu rzucamy cenę 2000. Nie chce się zgodzić. Robimy smutne miny z Michałem, mówimy po polsku do siebie, że trochę ponarzekamy i bierzemy. Po czym niespodziewanie, nasz menago, mówi ok. 1900. What ??? Przecież już oferowaliśmy 2000. Zrozum tu człowieku te negocjacje 😀 W chatce, na zakończenie dnia otwieramy wódkę sosnową wiezioną przez Michała. To był dobry dzień.
Rano udaliśmy się najpierw na zamówione wcześniej śniadanie. Bagietki z jajkiem (w środku) i dla olgi z czekoladą. Olga dostła bagietkę i obok na talerzyku.. pokruszony batonik. Na szczęście na ciepłej bagietce szybko się to rozpuściło. My cieszyliśmy się, że dostaliśmy obrane jajka bo były to zestawy typowo zrób to sam. Pomimo, że pani dzień wcześniej wynegocjowała dodatkową kase, bo przecież musi iść do sklepu i to zrobić. Takie tam znowu heheszki 😀 Ruszyliśmy na hipcie o godzinie 8smej. Kapitan łodzi, czyli nasz nastoletni menago, zabrał ze sobą równie młodych ziomków. Mieli oni robić za balast na łodzi. Gdy my szliśmy na jedną burtę oni hop na drugą, żeby ten cud techniki się nie wywrócił. Na początku było bardzo fajnie. Płyniemy, wokoło żywo zielona dżungla. Jak z „Czasu Apokalipsy” :d Mnóstwo różnych, pięknych ptaków, jaszczurki, małpy. Wszystko piękne.
2016-11-16-08-02-46
2016-11-16-08-01-40
Tylko że z upływem czasu zaczęliśmy się denerwować ponieważ chcieliśmy zobaczyć hipcie. Tak się to przedłużało, przedłużało aż straciliśmy nadzieję, co nasz kapitan statku skwitował jednym zdaniem „you’re not lucky”. I niby to rozumiem, bo to natura a nie zoo. Można się nie wstrzelić i już, nikt hipopotama za uszy nie wyciągnie, żeby biały turysta mógł sobie strzelić fotę. Tylko, że kurcze wszyscy we wiosce twierdzili, że lepiej jest płynąć po południu, a jedynie nasz menager uparł się, że rano lepiej. No cóż..
Trzeba było wykonać w tył zwrot i wracać powoli do Senegalu. Łodzią przedostaliśmy się z Georgtown na drugi brzeg. Sternik chciał od nas wydybić 50 dalasi za przejazd gdy miało być 15. Specjalnie tak niewyraźnie mówił. Na sugestie, że wszyscy płacą po 5 rzucił ‚ale wy jesteście biali’. Oczywiście olaliśmy go bezczelnie i wyszliśmy z łodzi. Złapaliśmy bush taxi (takie taxi, które rusza jak się zbierze 7 pasażerów) i już mknęliśmy w kierunku granicy z Senegalem,mijając po drodze wojskowe ciężarówki i ludzi wiwatujących na cześć nadjeżdżającego prezydenta…

Giri giri

Toubaby w podróży

Powrót z tej strony.

2018
Czerwiec
02

Gili gili

Maj
19

Boskie Bali ?

Kwiecień
12

Potęga wulkanu

08

Merbabu

06

A cup of Java

Luty
26

Ziemia Święta

18

Szalom !

2017
Październik
31

Senegal i Gambia - praktycznie

Czerwiec
19

Kwiecień
01

Ninja na skuterze

Marzec
28

Czuka !

21

Vietlove

20

Hue hue hue

14

Niezły Sajgon

Styczeń
12

Wrażenia z Senegalu

2016
Listopad
21

Toubaby w podróży

16

Gambia

15

Giri giri

13

Baobab city

11

... że nepal Fransuła

02

Paryż - Dakar

Październik
01

Blogowanie według Podróżujemy se

Wrzesień
08

Wiedeń na weekend

Sierpień
17

Film z Peru

Czerwiec
24

Huacachina

21

Cordillera Blanca

21

W cieniu wulkanu

16

Colca

15

Brrrrrrr

11

Macchu Pichu

09

Limo w Limie

06

Pierwsze w Amsterdamie, by jeździć na Lamie

02

Miesiąc miodowy

Marzec
16

Mój mały "świat"

Luty
24

Enoralehu

Styczeń
06

Simien - How To

2015
Grudzień
23

Etiopia

Listopad
13

13 months of sunshine

10

Magia Etiopii

05

Ras Dejen

04

When the dreams come true

04

Simien

Październik
29

Uśmiech w podróży

29

Przywitanie z Afryką

23

Początek nowej przygody

21

Film ze Sri Lanki

Wrzesień
24

Home, sweet home

17

Follow the sun

16

5 o'clock

13

Historia pewnego spaceru

10

Kamyczek

08

Pierwsze wrażenia

06

Dłuuuga droga

04

Witaj świecie ;) !

04

Mamy logo !

04

Jedziemy na Sri Lankę !

Sierpień
30

Kambodża