… że nepal Fransuła

11 Lis 2016 - Brak komentarzy - by Artur Skrzydło

… że nepal Fransuła

11 Lis 2016 - Brak komentarzy - by Artur Skrzydło

Zaczęła się nasza Afrykańska przygoda ! Na szczęście nie zamarzliśmy w drodze do Paryża, a niewiele brakło, ponieważ czekanie we Wrocławiu na busa przy temp. koło 2 stopni do najprzyjemniejszych nie należy. Szczególnie jeśli właśnie wybierasz się do Afryki i nie masz za dużo ciepłych ubrań. Poza tym jednak droga poszła jak spłatka. Przyjemny bardzo lot na pokładzie Air France i już koło 21 wychodziliśmy z lotniska w stolicy Senegalu. Pierwsze wrażenie z tych najpierwsiejszych. Ciepło 😉 mrrr jak ciepło. Nie zaatakowała nas horda oszustów i naciągaczy i nawet w miły sposób dogadaliśmy się z taxówkarzem na podwiezienie do naszego hostelu. Kierowca jednak mimo najszczerszych chęci, nie miał pojęcia gdzie znajduje się wskazany przez nas adres. Po drodze jednak spytał jakichś ludzi i dojechaliśmy cali do naszego hostelu. Wypaśnego hostelu trzeba przyznać. Co prawda łazienka na zewnątrz, ale w pokoju była nawet lodówka. Szybki rekonans po okolicy i poszliśmy w kimono. Michał zasnął z prędkością świetlną, jeszcze w sumie w trakcie jak do niego mówiliśmy.

Pierwszy dzień na Afrykańskim kontynencie spędziliśmy głównie na wyspie Goree. To miejsce kiedyś za dawnych czasów było punktem przerzutkowym niewolników. Więziono ich tu zanim zostali wysłani dalej. Miejsce z ciekawą historią, ale to co przyciąga najbardziej to niezwykły urok tego miejsca.

2016-11-06-19-54-51

Piękna kolonialna zabudowa, ładna, malutka plaża i wzgórza z których rozciąga się widok na Dakar. Zagubienie się w tutejszych uliczkach jak najbardziej wskazane. Spędziliśmy tam parę godzin szwędając się po okolicy i zwiedzając m.in działa, które „grały” w filmie „Działa Nawarony” ( film, który w dzieciństwie obejrzałem że 5 razy). Potem w zasadzie tylko chillout i podpatrywaliśmy senegalczyków podczas wypoczynku. Trzeba przyznać, że są to niezwykle pięknie ludzi. Mężczyźni wyrzeźbieni jak z brązu, wysocy, świetnie zbudowani. Podobnie kobiety, wysokie szczupłe o bardzo atrakcyjnych kształtach. Jeśli dodamy do tego niesamowite kolorowe stroje to otrzymamy obraz, w którym naprawdę mocno chce się wpatrywać. Na dodatek jest tu zupełnie przeciwnie do moich pierwszych doświadczeń z Etiopii. Tu wszyscy się uśmiechają, chcą pomóc, nie chcą nic w zamian. Dlatego pierwszy dzień w Senegalu upłynął nam w bardzo dobrych nastrojach.


2016-11-06-19-56-26

Na Goree skosztowaliśmy też tradycyjnych dań takich jak Mafe – gulasz z orzeszków ziemnych czy yassa poulet -kurczak w sosie cytrynowym. Od razu udało się skosztować dość egzotycznych dla nas soków. Sok z hibiskusa to dla mnie mega hit. Baaaardzo orzeźwiający. Natomiast sok z baobabu bardzo słodki, ale równie dobry.

Próbowanie nowych rzeczy to jedna z największych zalet podróży. A tu nowe smaki odkryliśmy już na początku i wiemy, że głodni nie będziemy chodzić, bo jedzenie wydaje się tutaj świetne. Z pełnymi brzuchami, zadowoleni, ruszyliśmy promem z powrotem do stolicy.

20161106175025_img_0418

Tam przespacerowaliśmy się przez dobry kawałek miasta. Dakar to w sumie niezbyt ciekawe miasto. Nie jest tak głośne i hałaśliwe jak sobie wyobrażałem ale na pewno życie tu do przyjemności nie należy. Przeszliśmy przez całkiem duży targ, gdzie jakiś ‚majfriend’ chciał odkupić od Michała sandały i gdzie można było poczuć trochę tej animistycznej Afryki. Stoisko z głowami zwierząt (ptaki,krokodyl,żólwie) i skórami np. wężów robiło wrażenie. Michał słusznie zauważył że część z tych talizmanów, takich jak płaty skóry są przywiązane do busików transportu publicznego. Ciekawa sprawa, szczególnie, że Senegal jest państwem w którym wyznaje się islam. Jednak jakiś bardzo rygorystyczny to on tu nie jest. Świadczą o tym choćby bardzo wyzywające stroje noszone przez kobiety, gdzie co 3eciej biust wręcz wylewa się na zewnątrz. Dobrze jednak dla nas, a najbardziej dla Olgi, która trochę się o swój ubiór obawiała.

20161106190918_img_0440

Pod koniec dnia jeszcze trafiliśmy na jakąś uliczną bitwę hihhopową która była transmitowana przez telewizję ale szybko się stamtąd zmyliśmy. Dzień długi ale mogliśmy wypocząć w naszym fajnym hostelu. Jego nazwa przez dłuższy czas nie dawała mi spokoju. Skąd ja w znam te słowo. Villa Malaka hmm. Tak w końcu sobie przypomniałem. Malaka to najbardziej obraźliwa inwektywa jaką można użyć w stosunku do drugiego człowieka. A oznacza ono… onanistę. Tak więc śmiało mogę powiedzieć, że miło spędziliśmy czas w willi onanistów 😀

Następny dzień był dniem pełnym wrażeń. Celem było dojechanie do Toubab Dialao, oddalonego ok. 100 km od stolicy. Wydostanie się jednak z Dakaru komunikacją najłatwiejsze nie jest. Właściciel hostelu rozrysował nam plan jak dojechać, ale już pierwszy punkt planu dojechanie do Rufisque się wywalił, ponieważ nie było autobusu o podanym przez niego numerze. Wtedy do akcji ruszyliśmy my i nasze wspaniałe umiejętności języka francuskiego. Nadal nie wiem jakim cudem piszę tego posta z Toubab Dialao. To chyba po prostu nasza kreatywność, gdzie sprzedawcy biletów na kartkach pisaliśmy gdzie jedziemy, i ile kosztuje bilet. Oczywiście oni koszt biletów również podpisywali nam na kartce bo ni w ząb nie rozumieliśmy co do nas mówią. Baaa śmiejemy się właśnie z Michał cały dzień, który pewnej pani chciał powiedzieć, że nie mówi po francusku i przemówił cytatem z tytułu tego posta. Chodziło mu o jakiś franciszkański język chyba :d Senegal to nie raj backpackerski, tu nic proste nie jest. Umiejętność języka francuskiego wydawałoby się zatem niezbędna. W naszym przypadku musimy radzić sobie i bez tego. Dobrym komentarzem do tego byłaby reakcja pewnego jegomościa z plaży w Toubab Dialao. Na informacje, że nie mówimy po francusku, powiedział tylko ‚o pitą’ (o kurwa) i nie umiał się przestać śmiać.

20161107124715_img_0502

Wracając do naszej podróży. Spotkaliśmy świetnego sprzedawcę biletów który zaprowadził nas do przesiadkowe busa i czekał dopóki on nie przyjechał. Naprawdę, Senegalczycy narazie zaskakują nas wyłącznie pozytywnie. Przesiadka w Rufisque to również działanie bardziej na intuicję, czekanie w prażącym słońcu na autobus, który nawet nie wiadomo czy przyjedzie. Na szczęście się udało i po ok. 4h byliśmy na miejscu. To małe miasteczko liczące ok. 2000 tys ludzi to wioska rybacka położona malowniczo nad Atlantykiem. Zanim jednak to piękno ujrzeliśmy powitała nas góra śmieci i rozpadające się rudery tej mieściny. Trochę szok, to po to się ty tyle tłukliśmy ?? Jednak wystarczyło trochę głębiej wejść w miasto, żeby odkryć trochę cywilizacji i odzyskać nadzieję na znalezienie jakiegoś normalnego miejsca do spania. Baa Hostel w którym mieszkamy to prawie jak jakiś resort. Udało się dostać do dormitorium, które było tutaj najtańszą tutaj opcją. Tak naprawdę jednak to po prostu 3os pokój … z widokiem na morze 😀

2016-11-07-20-38-12

Po chwili wypoczynku poszliśmy plażować. Wybrzeże wyglądało przecudnie, woda czysta, kolejny mały raj. Nie licząc wcześniej wspomnianych śmieci. Co ciekawe, do Michała lgnęły wszystkie ‚majfriendy’, i dość zabawnie to wyglądało ponieważ każdy z nich chciałby porozmawiać, ale niestety tylko w języku Balzaca. Udało się nam jednak dowiedzieć, że mamy szczęście, że nie jesteśmy Włochami (bo oni są źli :d), oraz że jesteśmy broda, broda i cycki. Co miało znaczyć brother, brother and sister. Ale naprawdę, ten jeden friend powiedział to w dokładnie taki sposób. Inny przemiły Gambijczyk, który pomagał nam szukać hotelu, rzucił na koniec – rest in peace (spoczywajcie w pokoju). Baa nawet to powtórzył, ale chodziło mu, żebyśmy sobie odpoczęli w naszym pokoju ;d Uciekając przed kolejnymi przyjacielami(którzy tak naprawdę nie byli natrętni, ale polubili mister america, czyli michała) Olga razem z nim poszli szukać sklepu z jedzeniem na kolację. Ja poszedłem cykać foty o zachodzie słońca, ale mój plan spalił na panewce, kiedy zauważyły mnie lokalne dzieci.
2016-11-07-20-39-13
Zrobiłem jednemu zdjęcie i to był błąd. Wtedy już mi nie dały żyć i musiałem zrobić zdjęcie każdemu. I było całkiem sympatycznie, gdyby nie wyrywały mi aparatu z ręki.
Zachód słońca przepadł, ale było śmiesznie. Zresztą co się odwlecze to nie ucieczkę – z naszego hotelu bowiem rozciągał się piękny widok na okolicę. 
2016-11-07-20-43-34
I tak zleciał nam drugi dzień w Senegalu. Miło było się wyspać przy szumie morza i po wieczornym polowaniu w pokoju na gigantyczne świerszcze i kosmicznie szybkie Skarabeusze. I wiecie co – podoba nam się tutaj.  Bardzo 🙂

Paryż - Dakar

Baobab city

Powrót z tej strony.

2018
Czerwiec
02

Gili gili

Maj
19

Boskie Bali ?

Kwiecień
12

Potęga wulkanu

08

Merbabu

06

A cup of Java

Luty
26

Ziemia Święta

18

Szalom !

2017
Październik
31

Senegal i Gambia - praktycznie

Czerwiec
19

Kwiecień
01

Ninja na skuterze

Marzec
28

Czuka !

21

Vietlove

20

Hue hue hue

14

Niezły Sajgon

Styczeń
12

Wrażenia z Senegalu

2016
Listopad
21

Toubaby w podróży

16

Gambia

15

Giri giri

13

Baobab city

11

... że nepal Fransuła

02

Paryż - Dakar

Październik
01

Blogowanie według Podróżujemy se

Wrzesień
08

Wiedeń na weekend

Sierpień
17

Film z Peru

Czerwiec
24

Huacachina

21

Cordillera Blanca

21

W cieniu wulkanu

16

Colca

15

Brrrrrrr

11

Macchu Pichu

09

Limo w Limie

06

Pierwsze w Amsterdamie, by jeździć na Lamie

02

Miesiąc miodowy

Marzec
16

Mój mały "świat"

Luty
24

Enoralehu

Styczeń
06

Simien - How To

2015
Grudzień
23

Etiopia

Listopad
13

13 months of sunshine

10

Magia Etiopii

05

Ras Dejen

04

When the dreams come true

04

Simien

Październik
29

Uśmiech w podróży

29

Przywitanie z Afryką

23

Początek nowej przygody

21

Film ze Sri Lanki

Wrzesień
24

Home, sweet home

17

Follow the sun

16

5 o'clock

13

Historia pewnego spaceru

10

Kamyczek

08

Pierwsze wrażenia

06

Dłuuuga droga

04

Witaj świecie ;) !

04

Mamy logo !

04

Jedziemy na Sri Lankę !

Sierpień
30

Kambodża