Colca

16 Cze 2016 - 2 komentarze - by Artur Skrzydło

Colca

16 Cze 2016 - 2 komentarze - by Artur Skrzydło

 

Cabanaconde, mała miejscowość, 2000 ludzi. Spokój cisza. Nawet wysokość 3300 m nie powoduje, że temperatura w nocy jakoś drastycznie spada. Miła odmiana od ostatnich dni. Z powodu zimna ( opisywanego w poprzednim poście) od samego początku naszego tripa miałem katar i ból gardla. Katar  trwa nawet do dzisiaj, ale cieplejsze temp dają nadzieję, że się w końcu go pozbędę. Czemu znaleźliśmy się w tej małej wiosce ?? To punkt wypadowy do kanionu colca i na oglądanie kondorów. Fajna miejscowość, miła odmiana od dużych miast w których bywaliśmy do tej pory. A niewiele brakło, abyśmy tu nie dotarli, bo o mały włos nie wysiedlibyśmy w Chivay, a bus jechał zupełnie gdzie indziej. Wieczorem pychota stek z alpaki i była siła na następny, długi i intensywny dzien.

image

Dzień rozpoczął się (jak zawsze) wcześnie rano. Szybkie odkrycie że ciepłej wody już nie ma i po chwili jechaliśmy do Cruz del Condor. Niesamowitego miejsca, do którego zjeżdżają wszelakie wycieczki, by obserwować latające kondory. Potrzebują one ciepłego powietrza do wznoszenia się i już koło 8:30-9:00 są naprawdę blisko. To właśnie stanowi o atrakcyjności tego miejsca. Tutaj, te olbrzymie ptaki przelatują niemalże na wyciągnięcie ręki, tuż nad głowami. Wrażenia ogromne. Trochę nawet hipnotyczne, gdy ptaki latają w krajobrazie jednego z najgłebszych kanionów na świecie. Magia

image

Próbowałem ustrzelić jakieś dobre foto, ale przelatywały czasem tak szybko, że nie dałem rady. Zresztą trzeba też było chłonąć atmosferę miejsca. Czas przeleciał błyskawicznie. Z powrotem nie pojawił się publiczny bus do Cabanaconde i próbowaliśmy łapać stopa, ale wszystkie wycieczki jechały w przeciwną stronę. Zależało nam na czasie, bo chcielismy jeszcze zjeść śniadanie i czekało nas 1200 m zejście w dół kanionu. Na szczęście autobus sie pojawił, sporo spóźniony, ale dobrze, że w ogóle. Trekking rozpoczęliśmy po godzinie 11 i z lżejszymi bagażami, bo część zostawiliśmy w hostelu, do którego mieliśmy wrócić nazajutrz. Godzinia wyjścia nie była zbyt fortunna bo z nieba lał się niesamowity żar. O tej porze schodziliśmy tylko my i para z Kanady.

image

Droga w dół była ciężka, ale mi bardziej było żal ludzi, którzy szli w przeciwną stronę. 1200 m stromego podejścia w takim słońcu potrafi wykonczyć każdego. A droga prowadzi praktycznie cały czas w górę. Zero płaskich odcinków. Schodziło się przez to rownież nie najprzyjemniej, ale na dole czekała nas nagroda – oaza Sangalle. Cudownie położona na dnie kanionu, z palmami, basenami i bardzo prostymi noclegami

image

Miejsce bajeczne. W tak upalny dzień nie mogliśmy zrobić nic innego jak zaraz wskoczyć do basenu. Wspaniałe uczucie po wedrówce, szczególnie że byliśmy bardzo zakurzeni od sypiącej sie, kamienistej trasy. Przegapiliśmy niestety obiad i musieliśmy czekać aż do 19:30, bo tutaj przyrzadza sie jeden posiłek dla wszystkich. Nie dziwne, patrząc na niedostępność tego miejsca. I tak zaskoczeni byliśmy, że wogóle w barze jest prąd i odbiera tv. Zanim głód wykręcił i sponiewierał nasze żołądki w oczekiwaniu na kolacje, „poodkrywaliśmy” teren nieco na własną rękę. Udało nam się znaleźć drogę do rzeki płynącej w kanionie, która prowadziła przez mały lasek kaktusów. Relaks 100%. Przede wszystkim ciepło, rzeka nikogo wokoło. Najlepsza forma odpoczynku 😉 Tylko strasznie przeszkadzało mi lewe ucho, które podczas schodzenia się przytkało i prawie nic na nie nie słyszałem.

Rano droga powrotna to dopiero było wyzwanie, tymbardziej, że w górę, a na jej końcu nie czekał nas basen, a autobus do Arequipy. Wystartowaliśmy o 6 rano, żeby jak najdłużej iść bez słońca. I praktycznie 80% trasy przeszliśmy w cieniu, co miało duże znaczenie. Trasa naprawdę była stroma i nieźle się umęczyliśmy.

image

Szliśmy cały czas sami i tylko sporadycznie wyprzedzały nas muły, ktore wwoziły turystów z powrotem na wierzch kanioniu. My na szczycie znaleźliśmy się po 2:40 h co było świetnym tempem, szczególnie, że w dół schodziliśmy 10 minut krócej. ( w dół jednak Olgasek schodzi bardzo powoli tymbardziej ze słońcem naparzającym z nieba)

image

Byliśmy super zadowoleni, bo obstawialiśmy, że może nam to zająć około 4h.  Jeszcze 15 min spacer do naszej ukochanej wiochy i voillea. Śniadanko, przepakowywanie się i jedziemy do Arequipy ! 🙂

Brrrrrrr

W cieniu wulkanu

Powrót z tej strony.

2018
Czerwiec
02

Gili gili

Maj
19

Boskie Bali ?

Kwiecień
12

Potęga wulkanu

08

Merbabu

06

A cup of Java

Luty
26

Ziemia Święta

18

Szalom !

2017
Październik
31

Senegal i Gambia - praktycznie

Czerwiec
19

Kwiecień
01

Ninja na skuterze

Marzec
28

Czuka !

21

Vietlove

20

Hue hue hue

14

Niezły Sajgon

Styczeń
12

Wrażenia z Senegalu

2016
Listopad
21

Toubaby w podróży

16

Gambia

15

Giri giri

13

Baobab city

11

... że nepal Fransuła

02

Paryż - Dakar

Październik
01

Blogowanie według Podróżujemy se

Wrzesień
08

Wiedeń na weekend

Sierpień
17

Film z Peru

Czerwiec
24

Huacachina

21

Cordillera Blanca

21

W cieniu wulkanu

16

Colca

15

Brrrrrrr

11

Macchu Pichu

09

Limo w Limie

06

Pierwsze w Amsterdamie, by jeździć na Lamie

02

Miesiąc miodowy

Marzec
16

Mój mały "świat"

Luty
24

Enoralehu

Styczeń
06

Simien - How To

2015
Grudzień
23

Etiopia

Listopad
13

13 months of sunshine

10

Magia Etiopii

05

Ras Dejen

04

When the dreams come true

04

Simien

Październik
29

Uśmiech w podróży

29

Przywitanie z Afryką

23

Początek nowej przygody

21

Film ze Sri Lanki

Wrzesień
24

Home, sweet home

17

Follow the sun

16

5 o'clock

13

Historia pewnego spaceru

10

Kamyczek

08

Pierwsze wrażenia

06

Dłuuuga droga

04

Witaj świecie ;) !

04

Mamy logo !

04

Jedziemy na Sri Lankę !

Sierpień
30

Kambodża