Limo w Limie

09 Cze 2016 - Brak komentarzy - by Artur Skrzydło

Limo w Limie

09 Cze 2016 - Brak komentarzy - by Artur Skrzydło

 

Po parunastu godzinach lotu wylądowaliśmy w końcu w Peru. Na początek nie za miła informacja. Dojechać z lotniska da się tylko taxi. I to jeszcze zalecane jest oficjalne (czytaj droższe) bo w nocy wsiadanie do innej taxowki grozi kradzieżą. Spięliśmy poślady i jak te pany pojechaliśmy do upatrzonego hostelu. Było koło 21 jak byliśmy na miejscu. Właściciel ledwo po angielsku mówił ale bardzo przyjazny. No i narobiliśmy marasu :d Chcieliśmy pozamykać wszystkie okna w pokoju, bo głośno od ulicy. Poszedłem do łazienki próbuje przesunąć okno i… chciałbym widzieć swoją minę jak to okno wypadało na zewnątrz. Łup, siup, czwarte piętro, huk rozbijanego szkła i dźwięk włączonego alarmu samochodowego. Pomyśłałem coś co nie nadaje się do druku. Byliśmy wykończeni a tu taka sprawa. Zszedłem do własciciela cos tłumacze. Po 30 min okazuje sie ze przyjedzie policja, bo szyba spadła i odłamki walneły w dwa auta. I sprawa sie na tym skonczyła. Nasz super własciciel powiedzial żeby niczym się nie martwić i nie obciążył nas kosztami (pomimo ze przy opuszczaniu hostelu jego żona chciała jeszcze od nas 10$).

image

Stolica okazała się całkiem fajna. Przede wszystkim jest czysta. Baa narazie wszedzie w Peru jest czysto, czego nie można powiedzieć o Amsterdamie. Ruch uliczny też całkiem normalny. Zwiedziliśmy parę kościołów, główny plac i całkiem spoko. Z angielskim, tak jak podejrzewaliśmy, wszyscy mają problem i tak naprawdę dowiadujemy sie wszystkiego na migi albo z pojedynczymi hiszpańskimi słówkami.

Zwiedziliśmy też swietny Iglesia de San Francisco, z m.in obrazem ostatniej wieczerzy na której Chrystus spożywa.. świnkę morską. Inną wielką atrakcją były krypty kościoła. Tam Olga tak pieprznęła głową w sufit, że chyba pobudziła z wiecznego spoczynku 75 tys tam leżąych zwłok. Troche krwi poleciało, ale Olgasek dzielnie zwiedzał dalej. No i stąd właśnie tytułowe limo, bo śliwka niezła się pojawiła

image

W ciągu dnia pojechaliśmy jeszcze nad ocean i po powrocie padliśmy jak muchy. Rano wstaliśmy wcześnie bo jesteśmy takie burżuje, że do Cusco polecieliśmy samolotem.  Troche słabo, ale zaoszczędziliśmy jeden dzień (22h w autobusie) i wcale od autubusu nie było to wiele droższe. Po lądowaniu mieliśmy niezły szok, bo mieliśmy mały problem żeby podejsc po schodach. Ale nie dziwne, bo z poziomu morza przenieśliśmy się na 3300 m.n.p.m. momentalnie odczuliśmy tę wysokośc i jeszcze przez pół dnia mieliśmy z nią problemy. Hostelik znaleźliśmy błyskawicznie. Bardzo fajne i klimatyczne miejsce z mega widokiem z dachu

image

Pozostając przy widokach – Cusco zrobiło na nas niesamowite wrażenie. Po prostu przecudne. Klimatyczny główny plac (na którym odbywała się parada, bo dzień wcześniej wybrano nowego prezydenta)

image

z pięknymi kościołami i przecudownym starym miastem. Spacerowaliśmy zagłębiając się w klimat miasta, przy okazji sapiąc jak stuletnie traktory, od chodzenia w górę i w dół.

image

image

Odkryliśmy też fajny targ, gdzie można było za sensowną cenę zjeśc obiadek. Nasze pierwsze ceviche, czyli rybkę (chyba surową) w cytrynie i z przyprawami – bomba. Niestety jak się codziennie przekonujemy, w Peru jest dość drogo jak na backpakerskie podróżowanie. Choć na razie jestesmy w najbardziej turystycznych miejscach. Ceny są co najmniej takie jak w Polsce ale niestety często sporo wyższe. Szczególnie bilety wstępów czy noclegi. Doszło do tego, że już sciemniamy że jestesmy studentami, żeby taniej wchodzić. Ale jeśli do byle zabytku wchodzi sie za 20zł a zeby zobaczyć jakieś ruiny prawie 100zł to naprawde .. pieniądze ulatują z predkościa swiatła.

image

Na szczęscie pogoda dopisuje i w dzień w słońcu jest naprawde ciepło, powyżej 20 stopni, po zmroku natomiast lodówa bo temp. spada do zera. Troche zimno, szczególnie, że w hostelu nie było wiele cieplej.

Dzisiejszy dzień spędziliśmy na zwiedzaniu Sacred Valley. Udało nam sie załatwić obwożenie z Iwanem. Przesympatyczny student archeologii obwoził nas cały dzień swoim nissanem, który wyglądał tak jakby go nasz kierowca przez przypadek odnalazł w jakimś wykopalisku. Cała wycieczka, która jest jakby przystawką do Macchu Pichu, była świetna i uświadomiła nam potęge inkaskiego imperium. Iwan świetnie opowiadał i pokazywał naprawdę ciekawe miejsca. Zanim jednak przeszliśmy do ruin, odwiedziliśmy schronisko dla zwierząt, gdzie trzymane są zwierzęta, które policja odbiła od kłusowników. Można zobaczyć pumy, lamy, alpaki, wikunie czy też olbrzymie kondory, do których można podejść nawet na pół metra.

image

image

Dalej były ruiny Pisac, gdzie świetnie można było zobaczyć tarasy budowane przez Inków (195 km stromych gór, pokrytych kiedyś w całości tarasami) i miasta budowane na szczytach (Pisac – 3500 m)

image

Potem było już troche .. śmieszniej. Bo nasz kierowca i przewodnik zarazem postanowił podzielić się swoimi niecodziennymi przemyśleniami. Otóż wg niego i słynnych archeologów to dzieci słońca przybyli na ziemię, potem była Lemuria, czyli zaginiona Atlandyda i giganci ktorzy pomagali wznosic budynki. Część dzieci słońca zamieniła sie w Reptilian (dinozaury połączone z ludzmi słońca), potem byly syreny. Czekałem tylko na pojawienie sie jednorożców. W czasie tej opowieści dowiedzielismy się też, że hitler byl spoko i chciał odtworzyć rytuały ludzi słońca, że budował rakietę żeby polecieć na księżyc. No i jeszcze był Chrystus, który przyleciał na kondorze do Ameryki Płd. A to tylko kilka smaczków, bo opowieść ciągnęła się przez 2h a Iwan był tak zaangażowany, że w czasie jazdy puszczał kierownice i rysował nam mapy i rysunki poglądowe

image

Na szczęście potem odpuścił i wrócił do normalności prezentowanej przed Pisac. Na koniec zawiózł nas do Ollatayambo gdzie zwiedzaliśmy kolejne, cudowne pozostalości, wielkiego imperium słońca.  Naprawde fajny i inteligentny chłopak ale troche walniety ;d. Tu zostaliśmy na noc. Piękne miasteczko z domami jeszcze pamiętającymi czasy sprzed hiszpanskiej konkwisty.

image

image

Jutro z rana ruszamy do Agua Calientes i pojutrze idziemy zwiedzac Macchu Pichu (yeah !:).

Pierwsze w Amsterdamie, by jeździć na Lamie

Macchu Pichu

Powrót z tej strony.

2018
Czerwiec
02

Gili gili

Maj
19

Boskie Bali ?

Kwiecień
12

Potęga wulkanu

08

Merbabu

06

A cup of Java

Luty
26

Ziemia Święta

18

Szalom !

2017
Październik
31

Senegal i Gambia - praktycznie

Czerwiec
19

Kwiecień
01

Ninja na skuterze

Marzec
28

Czuka !

21

Vietlove

20

Hue hue hue

14

Niezły Sajgon

Styczeń
12

Wrażenia z Senegalu

2016
Listopad
21

Toubaby w podróży

16

Gambia

15

Giri giri

13

Baobab city

11

... że nepal Fransuła

02

Paryż - Dakar

Październik
01

Blogowanie według Podróżujemy se

Wrzesień
08

Wiedeń na weekend

Sierpień
17

Film z Peru

Czerwiec
24

Huacachina

21

Cordillera Blanca

21

W cieniu wulkanu

16

Colca

15

Brrrrrrr

11

Macchu Pichu

09

Limo w Limie

06

Pierwsze w Amsterdamie, by jeździć na Lamie

02

Miesiąc miodowy

Marzec
16

Mój mały "świat"

Luty
24

Enoralehu

Styczeń
06

Simien - How To

2015
Grudzień
23

Etiopia

Listopad
13

13 months of sunshine

10

Magia Etiopii

05

Ras Dejen

04

When the dreams come true

04

Simien

Październik
29

Uśmiech w podróży

29

Przywitanie z Afryką

23

Początek nowej przygody

21

Film ze Sri Lanki

Wrzesień
24

Home, sweet home

17

Follow the sun

16

5 o'clock

13

Historia pewnego spaceru

10

Kamyczek

08

Pierwsze wrażenia

06

Dłuuuga droga

04

Witaj świecie ;) !

04

Mamy logo !

04

Jedziemy na Sri Lankę !

Sierpień
30

Kambodża