Mój mały „świat”

16 Mar 2016 - 1 Komentarz - by Artur Skrzydło

Mój mały „świat”

16 Mar 2016 - 1 Komentarz - by Artur Skrzydło

To już dziś. Męska część świata „Podróżujemy se” wkracza w magiczny wiek z trójką z przodu. Kiedyś nawet nie myślało się, że można być tak starym a tu bum i masz. Dopadło i mnie 🙂 Pamiętam jak z okazji 25 urodzin usłyszałem pytanie o podsumowanie tych lat życia. Wtedy moje zdziwienie było większe niż polska dziura budżetowa. Jak to podsumowanie ? Przecież kończę studia, wszystko się dopiero zaczyna  ! Dzisiaj natomiast popełniam tekst w którym zamiast na przyszłości skupię się na tym co było. Oczywiście bez obaw, poruszę tu tylko moją małą historię „podróżowania”. Także wkraczam w wiek w którym już trochę z sentymentem będę patrzał na wspaniałe lata 20te mojego żywota. Zaczynajmy.

EKSCYTACJA

Zaskoczę Was. Podróżowanie, wyjazdy, odkrywanie jakoś nie były mi po drodze przez dłuższy czas. Nie byłem (nadal nie jestem) człowiekiem, który by nie umiał usiedzieć w miejscu, którego siłą trzeba było ściągać do domu. Co prawda i tak potrafiłem biegać za piłką każdego dnia, ale to nie to samo.  Nie było jednak tak, że nie tliła się we mnie iskierka takiego małego odkrywcy z dzieciństwa.  Zawsze z wypiekami na twarzy śledziłem mapy, bardzo lubiłem geografię, pamiętam pierwsze wypady w góry z rodzicami, Indiana Jonesa w telewizji itd. Jeszcze z czipsów zbierałem żetony z państwami (z których co ciekawe przyswoiłem wiedzę o flagach państw utrzymującą się do dzisiaj :D). To jednak zostało gdzieś przykryte nauką, studiami. Codzienność i odkrywanie świata zepchnęło gdzieś tamte fascynacje na dalszy plan. Tak to trwało aż do jednego dnia na studiach, gdy dowiedziałem się, że koledzy z innej grupy, których nawet nie aż tak dobrze znałem, organizują wyjazd i pielgrzymkę do Santiago de Compostella. Nawet dokładnie nie pamiętam dlaczego ale postanowiłem na siłę wepchać się do ich grupy i pojechać z nimi. Wydaje mi się, że miałem wtedy jakoś łatwiej – tak naprawdę nawet nie wiedziałem czego miałbym się bać, stąd decyzja była dość prosta. Kiedy do chłopaków dołączałem okazało się, że cały plan jest już gotowy, część biletów kupiona itd. Trzeba się było sprężyć. Tak naprawdę nawet o samej drodze, zwanej Camino de Santiago, nie za wiele wiedziałem. Miało być pieszo, długo, no po prostu przygoda. Ponieważ wszystko było już przygotowane moim jedynym zmartwieniem było zebranie kasy, ale miałem trochę odłożone. Poza tym to były czasy, kiedy euro stało po 3 zł 🙂  W sierpniu 2008 roku zaczęliśmy podróż, którą uważam za przełomowy moment dla mojego całego życia. Pewnie mieliście wiele razy to uczucie ekscytacji gdy zaczynaliście coś nowego. Kiedy jako dzieci pierwszy raz jechaliście autobusem, kiedy nauczyliście się jeździć na rowerze, pływać. Ja pamiętam jak bardzo ekscytujące było przekroczenie granicy Polski, wkroczenie do tego innego świata, gdzie nic nie jest takie jak tu. To teraz wyobraźcie sobie, że to Wasza druga wizyta za granicą i tam macie przeżyć miesiąc idąc 800 km pieszo, śpiąc w namiocie, po domach pielgrzymkowych. I taka była ta podróż. Pełna ekscytacji bo wszystko było po raz pierwszy, bo wszystko było naj. Najlepsze wschody i zachody słońca, najlepsze przygody, ludzie spotykani na trasie też niesamowici.

Poza tym uważam, że też była to podróż wykonana najlepszym możliwym sposobem – pieszo. Wtedy człowiek ma mnóstwo czasu na odkrywanie siebie i odkrywanie świata, który się przemierza. Niesamowite uczucie wolności. Zmęczenie i związana z tym satysfakcja powodowały uczucie zdobycia czegoś szczególnego. Jednocześnie doceniając najmniejsze i najprostsze rzeczy. Idąc dzień w dzień z 12kg na plecach, często ponad 30 km, powodowało to, że człowiek marzył tylko o jednym – wygodnym fotelu, szklance zimnej wodzie … a czasem po prostu o odrobinie cienia, gdzie będzie można wypocząć przed kolejnym dniem. Proste rzeczy zaczęły sprawiać niesamowitą przyjemność.

Wtedy zacząłem się uczyć otwierać na ludzi. Zacząłem poznawać świat i chłonąć go całym sobą. Świat przestał być dla mnie mieszkaniem moich rodziców w Tychach i drogą na studia do Katowic. O wielu miejscach pewnie można powiedzieć „muszę tam wrócić”, ale w przypadku tego miejsca to nie są puste słowa, ale głębokie przeczucie, że tak właśnie będzie.

 

WOLNOŚĆ

Poznawanie Europy zacząłem tak naprawdę dość późno bo 8 lat temu. Po Camino jednak ruszyło z górki jak lawina. Jak to bywa już po początkowej ekscytacji, znalazłem pewne wady tego typu podróżowania. Student idealista, chciał, żeby jego podróż też była czystą, niczym nieskażoną podróżą. W Camino była trasa, domy pielgrzymkowe na trasie, co w jakiś sposób wpływało na decyzję i dawało pewien komfort. Zatem w mojej głowie pojawił się dziki pomysł pójścia pieszo ot tak. Często ludzie pytali mnie dlaczego Grecja ? Dlaczego chcę iść właśnie tam ? I nawet w trakcie trasy (a może właśnie tam było najtrudniej) ciężko było mi przekonać ludzi, że ot tak po prostu wyliczyłem, że w 3 miesięcznej przerwie między kolejnymi latami studiów, będę w stanie dojść tam. Że kończy się morzem i nie da się dalej. Zazwyczaj jak już ktoś rusza w podróż to przyświecają temu jakieś cele, charytatywne, sportowe, czy po prostu o pokój na świecie. Czasem jakieś zainteresowanie szerszego grona, choćby lokalnych mediów. Moja podróż nie była wielka, nie była niesamowita, ba oprócz znajomych i rodziny to raczej nikt o niej nie wiedział. Nie było w niej żadnego większego celu. I przynajmniej wtedy uważałem ją za podróż idealną.

P1080843

Namówiłem do tego trochę szalonego pomysłu Mariann, dziewczynę z Węgier, którą poznałem na Camino. I tak przeszliśmy ponad 2000 kilometrów pełnych wspaniałych doświadczeń. W książce „Afryka Trek” Sonii i Alexandra Poussin, w której autorzy przemierzają pieszo czarny ląd pada jedno ciekawe zdanie. Na pytanie jednego ze spotkanych ludzi, czemu idą pieszo, odpowiadają „Bo byśmy inaczej Cię nie spotkali”. I taka była ta podróż – pełna niesamowitych ludzi. Gdy ludzie dzielili się wszystkim co mieli, że potrafili zatrzymać samochód, klepnąć w ramię i powiedzieć, że dacie radę. Że Hindusi w Grecji, ze swoich slumsów przynosili nam jedzenie. Że w wielu miejscach byliśmy tylko my, że szliśmy nie utartymi szlakami. Uczucie wolności było powalające. Wiecie naoglądał się chłopak „Into the wild” i próbował czegoś spróbować :D. Był to naprawdę piękny czas, który chyba już na zawsze wszczepił mi w serducho takiego małego podróżnika. To uczucie, że pomimo trudów po 3 miesiącach udało się dojść do Aten – bezcenne.

SAMOTNOŚĆ I STEREOTYPY

Każda kolejna podróż dawała mi coś innego. W Maroku przekonałem się jak to jest podróżować samemu. Jak wspaniale jest decydować tylko i wyłącznie samodzielnie, jak dużo czasu można spędzić na fotografii, która wtedy wszyła mi się już pernamentnie i o tym jak kijowo jest jak się nie ma tym z kim podzielić. Mówi się, że nigdy nie podróżuje się samotnie – zawsze spotyka się ludzi, innych backpackersów itd. Jednak są to zazwyczaj przelotne znajomości i nie zastąpią one możliwości podzielenia się swoimi odczuciami z bliską osobą.Wrażenia jednak pozostawały świetne i moje autobusowo – piesze zwiedzenia Maroka było fantastyczne. Tym bardziej, że przed tą podróżą bałem się tak jak nigdy wcześniej. W końcu jadę do arabskiego świata, a tam mnie poćwiartują, usmażą na rożnie i będą sprzedawać moje uszy jako koraliki. A w najlepszym wypadku porwą mnie i utną głowę.  I tu także przekonałem się jak słaby jest świat budowany na stereotypach i jak wspaniale można przekonać się o ich nieprawdziwości. W końcu w Serbii miała być wojna i miny miały mi pourywać nogi, w Indiach mieliśmy zostać zgwałceni, a Kambodża ?? Gdzie to jest ? Mają tam internet ? A Etiopia to tylko bida z nędzą i niewyobrażalny głód. Łamanie tych wyobrażeń wpychanych nam do naszych umysłów jest bardzo, bardzo przyjemne 🙂

323750_352337191461141_1314922451_o

DZIELENIE PASJI

Tak jakby na przekór poprzedniej podróży, następną mogłem się dzielić już w pełni, bo jechałem z moją nową dziewczyną. Trochę z grubej rury, ponieważ postanowiłem, że pojedziemy do Włoch, ale, że kasy brak to tylko pod namiotem i autostopem. Jak dziś pamiętam pełną dezaprobaty minę Olgi gdy rozłożyłem pierwszy raz swój namiot , a ona widziała w nim kawałek szmaty z połamanym (trochę) stelażem. I tak samo nie zapomnę tego, jak z wypiekami na twarzy, mówiła mi gdy wracaliśmy, że koniecznie musimy znowu jechać pod namiot choćby na chwile w Polsce. Poza tym słoneczna Italia, pasztety w parku, nocleg w namiocie koło krzywej wieży w Pizie czy parówki zajadane przy weneckich kanałach zrobiły swoje. I tak obudził się drugi mały podróżnik, który stanowi teraz część mojego życia. Spełniło się więc moje marzenie – mieć przy sobie kobietę, która będzie dzieliła ze mną moją największa pasję 🙂

italy_bergamo_milano_375

Kolejnym etapem wtajemniczenia w świadomość podróżniczą, było zdanie sobie sprawy, że tak naprawdę to my nie podróżujemy. Przynajmniej w takim dawnym znaczeniu, gdzie podróż to coś wzniosłego, odkrywanie nowy terenów, wspaniałe wyczyny. My odkrywany świat dla siebie, poznajemy, dotykamy, smakujemy, tak jak małe dziecko uczy się tego co je otacza. To jest taka nasza ciągła podróż. Dlatego tak bardzo lubię nazwę naszego bloga,bo my po prost se tak podróżujemy 🙂 Jeździmy gdzieś tam z plecakiem, czasem busem, czasem pieszo, czasem stopem i robimy to co tysiące innych ludzi na świecie.

ODKRYWANIE

Przełomowy, fascynujący był również wyjazd do Indii. Nasz pierwszy wspólny wyjazd poza Europę. To uczucie odkrywania czegoś nowego, niesamowite było porównywalne tylko z tym z Camino. Szok kulturowy był gigantyczny. Czytając wiele książek, oglądając filmy, teoretycznie byliśmy przygotowani ale rzeczywistość zawsze od teorii nieco odbiega.  Wszechobecna bieda, dźwięki, zapachy, zmysły były atakowane na milion różnych sposobów w ciągu minuty. I początkowe przerażenie przerodziło się w fascynację, bo każdy dzień tam spędzony dawał inne doświadczenia, tam nic nie było stałe, pewne. Pobyt tam dał nam zupełnie inną perspektywę spojrzenia na świat i zadziałał jak narkotyk. Chcieliśmy więcej.  Strach przed każdą kolejną podróżą nie był już tak wielki. Nie baliśmy się już nowego tak jak przed wyjazdem kiedy trzęśliśmy tyłki jak galareta. Nie trzeba było już więcej rumu od taty,  kiedy mama robiła nam herbatkę z prądem przed wyjazdem do Włoch. Kolejne kraje – Kambodża, Sri Lanka – zawsze był stres – ale już raczej połączy z ekscytacją możliwość poznania kolejnego miejsca, kolejne kultury. Poza tym odkrywanie siebie nawzajem, ponieważ poznawaliśmy siebie w ekstremalnych sytuacjach, jak złamana noga Olgi w Indiach, jak brak miejsca do spania w Bergamo, jak jazda na gapę indyjskimi kolejami.

IMG_1623

 

PRZYSZŁOŚĆ

Jak się czuję teraz wkraczając trzecią dziesiątkę ? Patrzę teraz na mapę świata, którą dostałem od przyjaciół na 25 urodziny. Przyznam szczerze, że wydawało mi się, że całkiem sporo już zobaczyłem. Widzę jednak teraz te marne zagęszczenie pinezek na mapie, te puste plamy nie odkryte jeszcze przez nas….  Pojawia się tylko jedna myśl –  tyle marzeń jest jeszcze do spełnienia 🙂 ! Jestem znowu podekscytowany. Podróżowałem pieszo, samolotem, autobusami, autostopem, wielbłądem, łodzią, rikszą… A czemu by nie pojechać kiedyś rowerami ? Może nauczyć się nurkować, wspinać (duze niespełnione marzenie). Na pewno nie czuje się, że się starzeję. Baaa czuję przy każdej nowej podróży, tą dziecięcą, nieokiełznaną radość związaną z odkrywanie. I dzisiaj w dniu moich urodzin sam sobie życzyłbym, żeby ona nigdy nie przeminęła. Wtedy wszystko będzie dobrze 🙂

Nie mogę się tak naprawdę doczekać co będę pisał za 10 lat. O podróżowaniu z żoną ? O tym jak ciekawie jest podróżować z dziećmi ? A może będę wracał myślami do podróży dookoła świata ? Jak zmieni się moja perspektywa ?  A może w ogóle stwierdzę, że podróżowanie jest bee. Nie wiem, zobaczymy :). Także kokodżambo i do przodu.

 

PS. No dobra ta ekscytacja to dlatego, że wkrótce lecimy do Peru ! :):)

Enoralehu

Miesiąc miodowy

Powrót z tej strony.

2018
Czerwiec
02

Gili gili

Maj
19

Boskie Bali ?

Kwiecień
12

Potęga wulkanu

08

Merbabu

06

A cup of Java

Luty
26

Ziemia Święta

18

Szalom !

2017
Październik
31

Senegal i Gambia - praktycznie

Czerwiec
19

Kwiecień
01

Ninja na skuterze

Marzec
28

Czuka !

21

Vietlove

20

Hue hue hue

14

Niezły Sajgon

Styczeń
12

Wrażenia z Senegalu

2016
Listopad
21

Toubaby w podróży

16

Gambia

15

Giri giri

13

Baobab city

11

... że nepal Fransuła

02

Paryż - Dakar

Październik
01

Blogowanie według Podróżujemy se

Wrzesień
08

Wiedeń na weekend

Sierpień
17

Film z Peru

Czerwiec
24

Huacachina

21

Cordillera Blanca

21

W cieniu wulkanu

16

Colca

15

Brrrrrrr

11

Macchu Pichu

09

Limo w Limie

06

Pierwsze w Amsterdamie, by jeździć na Lamie

02

Miesiąc miodowy

Marzec
16

Mój mały "świat"

Luty
24

Enoralehu

Styczeń
06

Simien - How To

2015
Grudzień
23

Etiopia

Listopad
13

13 months of sunshine

10

Magia Etiopii

05

Ras Dejen

04

When the dreams come true

04

Simien

Październik
29

Uśmiech w podróży

29

Przywitanie z Afryką

23

Początek nowej przygody

21

Film ze Sri Lanki

Wrzesień
24

Home, sweet home

17

Follow the sun

16

5 o'clock

13

Historia pewnego spaceru

10

Kamyczek

08

Pierwsze wrażenia

06

Dłuuuga droga

04

Witaj świecie ;) !

04

Mamy logo !

04

Jedziemy na Sri Lankę !

Sierpień
30

Kambodża